Blog

  • Listopadowo

    Listopadowo

    Tłumaczę bardzo piękną i smutną książkę o żałobie. I pierwszy raz zdarza mi się coś takiego, że pracuję i pracuję, ale mam wrażenie, że wcale nie posuwam się do przodu. Jakby tego tekstu przybywało zamiast ubywać. Myślę, że to przez ciężar gatunkowy i – w mniejszym stopniu – fragmentaryczność narracji. Autorka opowiadała w wywiadzie, że pisała ją z doskoku, między innymi zajęciami, co bardzo pasuje mi do natury żałoby: pozornie przepracowane uczucia wracają, kiedy się ich najmniej spodziewamy…

    *

    Pojawiła się pierwsza recenzja “Dumnej Małgorzaty” Croona. Co ciekawe, recenzentka odczytuje ją jako “snucie się rozmodlonej, niepocieszonej duszy”. Rozumiem, skąd taka interpretacja, ale dla mnie ten komiks jest bardziej o tym, że dobro i zło mogą się czasem zlewać. Przynajmniej tymczasowo. Zgadzamy się za to w tym, że kreska jest piękna, a komiks może służyć za przewodnik po Leuven.

    *

    A poza tym: wracają książki po redakcji; z tremą, ale też niecierpliwością przygotowuję się do warsztatów tłumaczenia komiksów, które będę prowadzić już w przyszłym tygodniu; odkryłam na wspaniałych transowych “Gusłach” w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze, że można mieć “Dziady” zapisane w głowie i nawet o tym nie wiedzieć.

    *

    Ilustracja: Jan Van Huysum, “Martwa natura z kwiatami i owocami” ze zbiorów Rijksmuseum w Amsterdamie.

  • Lejkowiec dęty

    Lejkowiec dęty

    Korzystając z tego, że jestem przez chwilę w Antwerpii w Domu Tłumacza, wybrałam się na spotkanie z flamandzkim poetą Paulem Demetsem i nie dość, że posłuchałam masy dobrych wierszy, to przy okazji nazwałam sobie jeden z problemów z tłumaczeniem poezji z niderlandzkiego.

    Otóż najnowszy tomik Demetsa, “Doodstrompet”, opowiada o jego bliskim spotkaniu ze śmiercią, a jednocześnie o naturze, która od zawsze jest dla niego ważnym tematem. I tytuł doskonale to oddaje, bo doodstrompet to dosłownie trąbka śmierci, ale też gatunek grzyba. Po polsku lejkowiec dęty. Albo wronie uszy. Skórzak, kominek, cholewka. Do wyboru, do koloru, a wszystkie pasują tak samo, czyli wcale (można znaleźć też dosłowne tłumaczenie, ale raczej jeszcze jako kalkę). Oczywiście w przekładzie da się – i trzeba! – coś z tym zrobić, ale wymaga to za każdym razem głębszego namysłu, a wcale nie jest takie rzadkie.

    Ilustracyjnie: zupełnie grzyby rosnące na terenie najwspanialszego Middelheimmuseum, jedna z jego bram wejściowych i zestaw komiksów, z których przygotowuję listopadowe warsztaty przekładowe. No i lejkowiec dęty, z Wikipedii wzięty (fot. Jerzy Opioła).

  • Dumna Małgorzata. Gotycka opowieść miejska

    Dumna Małgorzata. Gotycka opowieść miejska

    Dzisiaj ma premierę Dumna Małgorzata Reinharta Croona, czyli komiks, dzięki któremu i ja jestem trochę dumną Olgą, i to z kilku powodów:

    po pierwsze: bo bardzo się cieszę, że Los Kraba zdecydował się wydać tak kosmiczną opowieść – kreatywne, mroczne, nieoczywiste rozwinięcie belgijskiej legendy o świętej Małgorzacie

    i po drugie: bo udało mi się namówić inną wspaniałą Małgorzatę, Małgorzatę Dowlaszewicz, do napisania wstępu, w którym przybliża czytelnikom różne średniowieczno-belgijskie smaczki.