Tłumaczę bardzo piękną i smutną książkę o żałobie. I pierwszy raz zdarza mi się coś takiego, że pracuję i pracuję, ale mam wrażenie, że wcale nie posuwam się do przodu. Jakby tego tekstu przybywało zamiast ubywać. Myślę, że to przez ciężar gatunkowy i – w mniejszym stopniu – fragmentaryczność narracji. Autorka opowiadała w wywiadzie, że pisała ją z doskoku, między innymi zajęciami, co bardzo pasuje mi do natury żałoby: pozornie przepracowane uczucia wracają, kiedy się ich najmniej spodziewamy…
*
Pojawiła się pierwsza recenzja “Dumnej Małgorzaty” Croona. Co ciekawe, recenzentka odczytuje ją jako “snucie się rozmodlonej, niepocieszonej duszy”. Rozumiem, skąd taka interpretacja, ale dla mnie ten komiks jest bardziej o tym, że dobro i zło mogą się czasem zlewać. Przynajmniej tymczasowo. Zgadzamy się za to w tym, że kreska jest piękna, a komiks może służyć za przewodnik po Leuven.
*
A poza tym: wracają książki po redakcji; z tremą, ale też niecierpliwością przygotowuję się do warsztatów tłumaczenia komiksów, które będę prowadzić już w przyszłym tygodniu; odkryłam na wspaniałych transowych “Gusłach” w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze, że można mieć “Dziady” zapisane w głowie i nawet o tym nie wiedzieć.
*
Ilustracja: Jan Van Huysum, “Martwa natura z kwiatami i owocami” ze zbiorów Rijksmuseum w Amsterdamie.






